Strona główna

O TYM, CO LEŻAŁO NA PODŁODZE W KUCHNI



No to sobie posiedziałam w domu, bardzo miło i ciepło*, kaszlę, smarczę, oglądam powtórnie „Ostry dyżur” od pierwszego sezonu, zapijam całość herbatą z miodem i dziergam bieżnik z pawiem. Tak mogę chorować do wiosny, dorzuciłabym do zestawu parę książek o dżumie w średniowieczu i proszę mnie zacząć szukać pod koniec kwietnia.

Z „Ostrego dyżuru” można się wiele nauczyć, na przykład chyba sobie kupię na wkurwy różnego autoramentu taką srebrną tybetańską miskę, jak dostała Susan, i będę się zamykała w łazience i na niej grała. Z tybetańskich sposobów na wyciszenie tylko granie na misce jest mi dostępne, bo przecież na głowie nie stanę ani nogi na szyje nie założę. Przynajmniej własnej. Ale granie na misce – czemu nie.

Doszłam ostatnio do jakiegoś szalenie interesującego wniosku, ale już zapomniałam, do jakiego. A to z podłogi w kuchni okazało się być kawałkiem cebuli.


* - a ciepło, bo piec się wściekł i grzeje jak w ósmym kręgu piekielnym, budzę się z gardłem wysuszonym na rzemień, podłoga w łazience parzy, normalnie chyba ma początki klimakterium i uderzenie gorąca.



barbarella 2012-01-27 12:12:24
skomentuj (17)