Strona główna

TAK TROCHE NIEJAKO W BIEGU



Ostatni raz się tak nachodziłam chyba w 47 (no co? Podobno mam przedwojenna urodę!).
Hanka trochę się ze mnie śmiała, jak zipałam do telefonu lecąc z Ujazdowskich (pogawędka z moim brand new szefem – tak tak, drogie dzieci, mój mąz mnie jednak wykopał z domu do pracy – mowiłam, że on jest szalenie efektywny w realizowaniu swoich zamiarów) pod Rotundę.

Hanka wyszła superpieknie na nagraniu.
Naprawdę.
Gdyby to była jakakolwiek inna kobieta, a nie Hanka, to musiałabym ją znienawidzieć. Za urodę, za wdzięk, za cycki… ZA CAŁOKSZTAŁT.

Ale ponieważ to Hanka, to poszłyśmy na tapas.

Ten sam pomysł (z tapas) miał pan żywo przypominający PEWNEGO ZNANEGO POLITYKA (a może to nawet był on himself), który zdominował atmosferę w całym lokalu, bo dzwonił po ludziach i głośnym krzykiem domagał się pieniędzy.

Uwielbiam takich ludzi.
Uwielbiam ludzi, którzy muszą wszystkim naokoło komunikować, na jakim szczeblu drabiny społecznej się znajdują, i nieważne, że niektórzy wcale nie chca tego wiedzieć.
Uwielbiam ludzi, którzy musza mieć audytorium, żeby ich życie miało sens i smak.

A później poznałam osobiście Ciocię Krysię!!
TAK!
TĘ CIOCIĘ KRYSIĘ.
Znienacka i przypadkiem.

Dobra.
Lecę do fryzjera, bo jak to tak. Nowa praca, stare włosy?...
Wykluczone.


barbarella 2007-11-21 09:03:50
skomentuj (15)