O SPOSOBIE NA ODSTRESOWANIE I KATAR JEDNOCZEŚNIE

Już prawie, prawie się wygrzebałam z kataru, ale we wtorek wpadły moje koleżanki z małą wizytą towarzyską i cała kuracja wpizdu, albowiem wyciągały mnie na taras, żeby PUSZCZAĆ BAŃKI. To nie jest przenośnia – wszyscy puszczali bańki. Żeby się ODSTRESOWAĆ. Na tarasie, a było w cholerę zimno, więc znowu mam zapchany nos i tak dalej.

W dodatku zażyczyły sobie do picia sałatkę owocową, do której się wlewa wódkę – sałatka wypiła na dzień dobry dwa litry wódki, najwięcej ciągnie arbuz. Bardzo przyjemne otwarcie imprezy – jeszcze goście nie usiedli, a już poszły dwa litry. Sałatka robiła się coraz lepsza z godziny na godzinę, a najsmaczniejsza była następnego dnia – to tak informacyjnie, jakby ktoś chciał spróbować, to należy robić wcześniej.

W samym środku imprezy (akurat toczyły się pasjonujące rozmowy, co się przywozi z Nowego Jorku – otóż cztery pary butów i folię aluminiową, bo u nas nie ma takiej grubej; jeszcze tabletki na ból głowy i torebki ziplock) mój mąż nagle zniknął i goście musieli sobie sami usmażyć krewetki. Okazało się, że przyjechał umówiony ogrodnik, wezwany do popsutego podlewania (no co, każdy wie, że co roku coś się musi popsuć po zimie). Moje koleżanki nawet były zainteresowane ogrodnikiem, ale okazało się, że niestety nie jest latynosem, tylko jak najbardziej miejscowy i tutejszy, więc nie ma się czym podniecać. Poza tym podobno ogrodnik w szopie jest juz passe i jako nowoczesna pani domu powinnam mieć romans z chłopcem od basenu – niestety lub na szczęście, nie mam basenu (uff).

N. wrócił ze spotkania z ogrodnikiem nieco wstrząśnięty, bo tamten obejrzał nasze róże, które CUDEM nie pomarzły zimą i ładnie sobie odrastały, powiedział, że ten gatunek róż się przycina i upierdolił je przy samej ziemi. N., który trząsł się nad delikatnymi gałązkami, głaskał je i spryskiwał preparatem przeciwko mszycom, bardzo się zdenerwował i naturalnie musiał z tego powodu wypić dużo wódki. Ale i tak go podziwiam, bo w stanie dość znacznie wskazującym grał w taką grę, co się przykłada telefon do czoła i wyświetla się pytanie – wszyscy wybierali kategorię „JEDZENIE” albo „ZWIERZĄTKA”, żeby cokolwiek odgadnąć – a on wybrał „GEOGRAFIA” – po pijaku! I wszystko zgadł!

A później koleżanka upuściła migdałek, który szybciutko przejęła Szczypawka, a ona się martwiła, czy aby migdałek nie zaszkodzi pieskowi. Zapewniłam ją, że nie zaszkodzi.

I zaiste nie zaszkodził, gdyż w nocy został skrupulatnie wyrzygany.

Ależ mnie wkurwia to zimno.

W „Reserved” są ładne koszule nocne ze Snoopym. Więc to chyba oczywiste, że sobie kupiłam na pocieszenie.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

13 odpowiedzi na „O SPOSOBIE NA ODSTRESOWANIE I KATAR JEDNOCZEŚNIE

  1. ~b. pisze:

    bardzo mnie rozsmieszyla folia aluminiowa. moja mama namietnie ja wozi ode mnie (Kanada) do Polski. a ze akurat tu u mnie jest (mama, ale folia tez), to sie z nia ta informacja podzielilam – uznala to za uwierzytelnienie jej pogladu :)

  2. ~Barbarella pisze:

    W sałatce był arbuz w kulkach (bo tak było szybciej niż kroić), mandarynki, pomarańcze i ananas pokrojone niedbale :) i lekko rozgniecione ubijaczką do ziemniaków.
    Niektórzy sugerowali cukier, ale owoce były bardzo słodkie, więc tylko się wlało wódkę. Im dłużej stoi, tym podobno smaczniejsze (mi wódka szkodzi, więc piłam BARDZO NIEDOBRE WINO, bo dla żony szkoda dobrego, nie?). Dziewczyny nabierały do szklanki razem z owocami i rozcieńczały sprite. Owoce też zjadały :)

    • ~tessa pisze:

      To sie tymi owocami chyba spily, czyz nie?
      Ja sie spilam jako 7-latka wisniami z takiego dlugiego słoiczja, to wiem o czym mowie;)
      A maz, co zonie na dobre wino zaluje, tojuz sama nie wiem, niebieska linia to ta malo na takie okrucienstwo:/ I to jeszcze przy innych, na imprezie, no nie, rozwod od reki…

      • ~Oll pisze:

        Oj tam, oj tam …. zaraz spiły… lekkie przymulenie poranne zaliczone jedynie! :))))

      • ~Barbarella pisze:

        Żadna się nie upiła – w moim mieście mieszkają same twarde zawodniczki, kilka owocków z wódką im niestraszne ;)

    • ~diabel-w-buraczkach pisze:

      hejjjj! smacznie brzmi ta salatka, oj smacznie!
      Ale to wino – nie, no nie. Nie! Jeszcze, jak tessa pisze, tak przy ludziach!!! PRZEGIECIE. Nalezy mu sie szlaban na łuk/stolarnie/wedzarnie/czy jaka tam aktualnie ma pasje ;)

  3. ~tessa pisze:

    Mnie ta polska Sangria tez intryguje…tu w Niemczech to sie tylko galaretki ze Schnapsa je na slodko. Ale po co wydawac kase na naprawe syszemu podlewajacego W TYM ROKU to doprawdy nie rozumiem, strata pieniedzy, no chyba, ze ogrodnik faktycznie taki przystojny(nawet jesli nie latino), ale przy tej pogodzie to i tak koszulki, jak na reklamie coli light nie sciagnie…

  4. ~diabel-w-buraczkach pisze:

    No prosze, jaki madry piesek, sam wie co mu szkodzi ;)
    Ale ta salatka fajnie brzmi! Taka polska, mocniejsza wersja Sangrii.

  5. ~konik garbusek pisze:

    Sałatka do picia?
    Znaczy – truskawki (czy co tam innego) + wódka+lód, wszystko do blendera i voila.
    Tak?

    • ~irka pisze:

      Sorry, że się wyrywam, ale mnie się wydaję, że owoce w kostkę, zalane wódką, którą najpierw wypiją one.

    • ~Wampi pisze:

      Więc… że też ja na to nigdy nie wpadłam! Tylko szukam w napisach na winie gdzie znajdę fiołki lub truskawki… Już nie mogę się doczekać sezonu truskawkowego! :)))

  6. ~pasqda pisze:

    Kiedyś to się migdałki wycinało, a teraz wystarczy upuścić. Ech, postęp…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>