Image Hosted by ImageShack.us

Księga (zaraz tam księga) Gości (zaraz tam gości)

2012
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2002
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2001
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec

*~*~*~*

Szlaczuniek
(B.S.B.CH.)

O KURACH


Mamy u nas świetny bazar ze wszystkim, na który ja nie cierpię chodzić, bo przez całe życie bylam ciągana bladym świtem w sobotę, a N. uwielbia. Więc podzieliliśmy obowiązki tak, że on chodzi, a ja nie. Na tym bazarze każdy ma swoich dostawców. Nie szkodzi, że stoi pań z jajkami dwadzieścia - idzie się DO SWOJEJ. To samo z ogorkami małosolnymi, jabłkami, kalafiorami, buraczkami, chrzanem, ćwikłą… Każdy ma swojego dilera.

Od jajek mamy bardzo dobrego dilera. Są pyszne, a ostatnio prawie każde jajko ma podwójne żółtko. A od kilku tygodni jakaś połowa jajek wygląda inaczej - są takie długie, wąskie i spiczaste. Widocznie przerzucił się na jakąś odmianę kur o arystokratycznie wąskich dupach. Takie szczupłe, zarozumiałe, z długą szyją i na długich łapach. Wieczorami zamiast plotkować z innymi kurami, to się alienują na grzędzie i robią sobie pedicure. A kogutowi mówią, że je głowa boli. 

Oraz, niestety, jest już młoda kapusta, więc gudbaj moje dwa kilo w dół, które zostawiłam w Madrycie.

"Fringe" zaczęłam oglądać. Nieco nawiedzony ten serial; bardzo zachęcający pierwszy odcinek, w którym wszystkim pasażerom samolotu włącznie z załogą spłynęło ciało na podłogę. W realizacji coś pomiędzy "Archiwum X" a "Star Trekiem". Tylko nie ma na kim oka zaczepić, bo wszyscy aktorzy jacyś tacy. Zresztą, może to i dobrze, bo z drugiego "Sherlocka Holmesa" nic nie pamiętam z akcji, bo cały czas się gapiłam na Roberta Downeya Jr.



barbarella 2012-05-18 11:54:50
skomentuj (11)
O KIELONKU


Coś nie w sosie jestem od dni kilku (tylko w panierce) (pikantnej).

Może to przez sny! Dziś mi się śnił japoński musical, którego akcja działa się w domu starców. Jak słowo daję… Nie wiem, skąd mi się to bierze. Ufo, seryjni mordercy, okej, ale tym razem to już moja podświadomość przebiła nawet sen o kąpieli w wannie z wicepremierem Pawlakiem. Chyba powinnam się poddać hipnozie (i okaże się, że tak naprawdę jestem przybyszem z Andromedy).

W centrum handlowym zaatakował mnie nowy sklep pod tytułem „Nowoczesna Kuchnia”. Ze sklepu szczerzy się do człowieka duża ilość stali nierdzewnej.

A ja bym chwilowo wolała sklep „Staroświecka kuchnia”, zdecydowanie. Żeby można było kupić sobie taka starą, dużą kuchnię z kucharcią Helenką i podkuchenną, co jest trochę jeszcze fleja, ale już powoli wychodzi na ludzi. Helenka by codziennie rano przynosiła świeże plotki z całej okolicy i byśmy je omawiały przy porannej herbacie. Bo na razie to wiem tylko, który pies sąsiadów zgrzeszył, a i to retrospektywnie, bo poznaję po szczeniakach. Później bym dysponowała menu, a Helenka by mnie ochrzaniała, że za tłusto, bo pan musi mieć dietę, albo że obiad cały w jednym kolorze i tak się nie robi. Zupę cytrynową, kurczęta z sałatą i placek z rabarbarem poproszę na dziś.

Róże nam wymarzły. Trzeba by nowe kupić i posadzić. Ale lawenda dała radę, dobrze, że N. jej nie wyrwał, bo na pierwszy rzut oka nie rokowała w ogóle.

I dzięki za leniwego koka na ołówek. Świetny.

To co? Po kielonku?...


PS. A wracając do spotkania maturalnego, to najbardziej się szykowałam, że wypomne takiemu jednemu, jak mi kiedys w piatej klasie szkoły podstawowej pomazał długopisem gumke do ścierania. Bo ja wszystko pamiętam (beware, droga teściowo - jestem pamiętliwom sukom)  i UWIELBIAM wypominać. A ten drań co?... NIE PRZYSZEDŁ!




barbarella 2012-05-16 12:16:50
skomentuj (13)
O IMPREZIE I SMIESZNYM PSIE


No. To przeżyłam dwudziestolecie matury (ILULECIE? To ja w 1995 roku nie chodziłam do podstawówki?… Jezus Maria). Bardzo było miło, choć w plenerze i bałam się, że każą siedzieć przy ognisku albo jeździć na osiołku! Łaaaa!… Ale nie, wpuścili do wnętrza i były krzesła. I toalety. Czyste. Uff.

Największe brawa dostali ci z kolegów / te koleżanki, które oznajmiały, że mają drugiego męża albo drugą żonę, albo żonę dziesięć lat młodszą, albo się rozwiedli. A jeden kolega nawet ma w domu sytuację pod tytułem "twoje dzieci z moim dzieckiem biją nasze dziecko" - no, ten to dostał owację. Na tym tle wypadłam blado i nieciekawie, jak zwykle. Po czym były wspomnienia ze szkolnych wycieczek, których KOMPLETNIE NIE PAMIĘTAM. Widocznie wyparłam wszystko z pamięci, jak traumę. No cóż, liceum nie należało do moich najulubieńszych etapów w życiu. 

A dziś sobie oglądam "Gwiezdne Wojny", bo N. kupił cały zestaw na blurayu, z materiałami dodatkowymi. To znaczy, oglądam od IV części, bo te trzy nowe części to NIE SĄ DLA MNIE GWIEZDNE WOJNY, tylko jakieś dziadostwo - żeby to było jasne. Te całe Naboo i Madam Padam. Więc jem sobie kalafiora, a tam Luke Skywalker trafia do wentylatora, bo Han Solo wrócił i zestrzelił myśliwiec Dartha Vadera. Ale po jaką cholerę dorysowali te jaszczurki, to nie wiem. Bez sensu, chłopaki z South Parku mają rację, że powinno się filmy odbierać ich twórcom, żeby ich nie zepsuli po latach. Dobrze, że mamy wersję sprzed poprawek. 

O, a to jest pies z Calle Huertas. Wygląda dokładnie tak, jak brzmi muzyka, ktorą tam puszczają.


barbarella 2012-05-13 20:04:21
skomentuj (40)
O MALUTKIM WYJAŹDZIKU


No nie było mnie moment, gdyż albowiem w zeszłym tygodniu rozpętała się akcja pt. "Wyjazd do Madrytu". Zaczęło się w poniedziałek, a później już był rollercoaster: jedziemy / nie jedziemy / jedziemy / nie jedziemy… W tle słyszałam normalnie takie "patataj patataj patataj patataj… BONAAAAANAZAAAA!". Że nie wspomnę o rezerwowaniu i odrezerwowywaniu biletów i hoteli. W środę po południu stanęło na "jedziemy" i w czwartek o świcie stanęlam karnie z waliczeczką naprzeciwko stanowiska SwissAir. 

W tamtą stronę mieliśmy przesiadkę w Zurichu - na przesiadkę 40 minut. NIENAWIDZĘ, kiedy na przesiadkę jest mniej niż godzina, ale okazało się, że Swiss to Swiss. Wylądowaliśmy w Zurichu przed czasem, przebiegliśmy lotnisko z wywieszonymi ozorami i nawet starczyło czasu na kanapkę z jajkiem.

W Madrycie powitały nas:

a) trzydzieści stopni upału, oraz

b) samolot Athletico Madrid, stojący dumnie naprzeciwko głównej części terminala.


Jeśli chodzi o upał, to dziewczyny w Madrycie jeszcze nie zdjęły długich spodni, grubych rajstop, kozaków i szalików. Nawet, jak któraś szła w bluzce z krótkim rękawem, to w kozakach i okutana apaszką. Ciągnęłam się oszołomiona upałem w sandałkach i liczyłam te twardzielki, ale tak po pięćdziesiątej przestałam.

Co do Athletico Madrid, to wygrali jakiś mecz, podobno ważny (N. mi tłumaczył, ale ja na piłkę nożną głuchnę niestety) i pół Madrytu latało ubrane w koszulki w biało - czerwone pionowe paski (barwy Athletico - moim zdaniem, poszerzają). Mimo, że czwartek, na ulicach wieczorem i w nocy był dziki tłum, wszystkie stoliki na zewnątrz zajęte, sporo osób śpiewało, a i tak nie byliśmy w epicentrum rozrywki, czyli przy fontannie Neptuna, w której się podobno wykąpała zwycięska drużyna. Oraz wleźli Neptunowi na głowę. Otoczeni wyjącym tłumem, naturalnie. Ot, kolejny wieczór w Madrycie. Zawsze sobie potrafią znaleźć powód, żeby pić do rana.

N. zjadł rybę, ja dostałam prezent od kelnera (wachlarz z ośmiornicą… hmmm) i udaliśmy się na drinka na Calle Huertas, do małego baru, gdzie grają jazz, a na drzwiach narysowany jest śmieszny pies. Tam mój mąż oczywiście zaprzyjaźnił się z barmanem Antonio, który lubi polską wódkę Żubrówkę, ale pije ją z sokiem żurawinowym. N. nawracał go na sok jabłkowy, a wysoka, szczupła barmanka z grzywką (która mnie wkurwia, Hanka świadkiem) udawała intelektualistkę - wywlokła spod baru jakieś grube książczysko i niby była bardzo zaczytana. Pfff.

A w nocy mieliśmy w pokoju żar tropików, gdyż klimatyzacja nam się lekko zepsuła. N. wstał wściekły jak osa i poleciał ściągać mechanika od klimatyzacji (który przyszedł, a myśmy go zrzucili z drabiny, jak wróciliśmy ze śniadania, a on akurat coś dłubał przy drzwiach). 

Powrót LOT-em bez przesiadki był bardzo przemiły, gdyż obok N. siedział facet, który tak nieprzytomnie śmierdział (wódą i kiełbasą, naturalnie), że przez całą drogę biedny N. siedział profilem i był nieprzytomnie wściekły. Ja nie wiem, dlaczego takich ludzi wpuszczają na pokład, naprawdę. 

Doskonale się w tym upale sprawdziła fryzura "kok na pączka". Pączki do koka to świetny wynalazek, dobrze, że Hanka mnie oświeciła, co to jest, bo z wyglądu to taki drapak do mycia garów. Koka się robi w 30 sekund i świetnie się trzyma i w ogóle. Gdyby jakiekolwiek włosy mnie lizały w szyję w tej spiekocie, to bym chyba oszalała. 

Więc w nagrodę mam od rana swojski słowiański deszcz, pranie i kotlety mielone do zrobienia - żeby mi się w niektórych częściach anatomii nie poprzewracało z dobrobytu. O.



barbarella 2012-05-12 10:58:02
skomentuj (12)
O NASTROJU DZISIEJSZYM


Od rana mam nastrój "KOGO BY TU ZĘBEM DRASNĄĆ".

A najlepsze, że Zebra mówi, że też. 

I że jej córka też! 

Plamy na słońcu znowu jakieś rekordowe albo przesłanie podprogowe poddźwiękami. W każdym razie widzę na czerwono. W plamy.

I w głowie mi się kręci i chyba napiszę powieść "Miałam się napić kawy, a zabiłam listonosza nożem".

BARDZO niekorzystne biometeorolo. 



barbarella 2012-05-08 12:44:05
skomentuj (25)
RENAMENT WEEKENDU


Ja lubię KLAMRY KOMPOZYCYJNE, więc pozwolę sobie zamknąć weekend lekkim podsumowaniem:

a) okropnie się przemięsowiłam; absolutnie muszę się odmięsowić, nawet już zjadłam tak zwanego kalafiora pod pretekstem (pod pretekstem zjedzenia z tym kalafiorem kostki masła z toną bułeczki);

b) pogoda to już zaczęła mnie w pewnym momencie martwić, bo u nas NIE MA TAKIEJ POGODY, tyle dni z rzędu - jak nic Ruskie znowu coś rozpylają, doszłam do wniosku - hel, albo Czernobyl, na szczęście zaczęło padać;

c) zadzwonił urząd skarbowy:

- Pani złożyla PIT-a internetem tak???

- Nie, papierem.

- A no to ja nie wiem, ale w marcu pani zapłaciła 11 złotych za mało. W sierpniu 13 złotych za dużo. Ja nie wiem, korektę pani musi złożyć. Niech to pani biuro do mnie zadzwoni. Suma się zgadza, ale co z tego!

Japierdolę, jakie to państwo jest ze mną NIESZCZĘSLIWE. Zamiast być kolejną bezrobotną pobierającą wszystkie możliwe zasiłki i leczącą się na jego koszt z alkoholizmu, to nie dość, że płacę podatki, tworzę miejsca pracy, to jeszcze CHCIAŁAM JE ORŻNĄĆ, to państwo, na jedenaście złotych w marcu, i mimo, że oddałam w sierpniu, to pani ze skarbowego (mila, ale co z tego!) ma ze mną PROBLEM. Co roku ma problem, bo co roku placę. Jak Boga kocham, w końcu przekonam tego N., żebyśmy wyjechali na te Kanary, bo tu państwo ma z nami SAME PROBLEMY. W dodatku w JEGO urzędzie skarbowym nigdy nie ma problemów, a moim - dla odmiany zawsze. Dlaczego się jeszcze nie przemeldowałam, to nie wiem. A, wiem! Bo nienawidzę urzędów, wolałabym zabijać Minotaura w labiryncie, niż chodzić do urzędu jakiegokolwiek.

d) mój mąż właśnie słucha piosenki PO HISZPAŃSKU o pięknej piętnastolatce. Noooo, lekko mi to pedofilią trąci jednak! Oraz - chyba zaczynam rozumieć hiszpański. Niemniej jednak - DOIGRAŁ SIĘ - idę oglądać "Pingwiny z Madagaskaru".

e) koleżankom moim, wysyłającym ZACHĘCAJĄCE linki do sklepów internetowych z odzieżą, butami itp. mam do powiedzenia jedno: DEZYNFEKUJCIE SZYJE SPIRYTUSEM, ALBOWIEM UPIŁUJĘ WAM GŁOWĘ ZA CHWILĘ.

f) a ten księżyc z wczoraj?… Prawie czułam, jak porastam sierścią. Fenkju.

 


barbarella 2012-05-06 21:33:37
skomentuj (18)
O BURAKU, CO SIĘ WYBIŁ


Na półpiętrze leży zdechła mucha.

NIE PODNIOSĘ.

Mam niejasne wrażenie, że w tym domu mieszkają jakby DWIE OSOBY. Pierwsza z tych osób trenuje łucznictwo. Druga z tych osób obsługuje zmywarkę, pralkę, odkurzacz, ścierkę z cilitem i właśnie sprawdziła w CV, że nie ma tam wpisanego PODNOSZENIA ZDECHŁYCH MUCH Z PODŁOGI. 

Więc mucha leży i jest symbolem mojej niezależności i wiary w wolność jednostki.

I ostatnio śmieszy mnie, że burak pokrojony w plasterki to jest CARPACCIO. Uwielbiam buraki pokrojone w plasterki (w ogóle jakkolwiek pokrojone) i cieszy mnie, że są takie modne i wszędzie można je sobie zjeść, ale u mnie w domu to się nazywało zawsze "burak w plasterki". A tu ci masz - carpaccio. Znaczy, poczciwy burak się wybił społecznie i bardzo dobrze.

Chyba sobie zrobię kanapkę z fin de siecle z pomidora.



barbarella 2012-05-05 11:45:58
skomentuj (13)
O TYM ROMANSIE CO MI W NIEGO NIE WIERZYCIE


Między jednym trupem a drugim czasem lubię sobie czasem wciągnąć romans. Tak na odświeżenie podniebienia. Najlepiej, żeby się dział na Południu. Chodzi oczywiście o południowe stany USA. "Przeminęło z wiatrem" mogę czytać na okrągło, ale te bardziej współczesne też są fajne. Takie "Smażone zielone pomidory","Boskie sekrety siostrzanego stowarzyszenia Ya-ya" - oba w wersji filmowej też lubię bardzo. "Stalowe Magnolie" oczywiscie. Na Południu rządzą całkowicie, niepodzielnie kobiety. Mężczyźni plączą się gdzieś tam w tle, ale nieprzesadnie. Lubię też, że wiele z nich pije alkohol, całkiem sporo to porąbane ekscentryczki (mówiąc delikatnie) i nie liczy się, ile masz lat. Możesz mieć dziewięć, a możesz osiemdziesiąt siedem. 

No i przeczytałam sobie "Lato w Savannah" - taka prościutka książeczka, miejscami aż za naiwna i przesadnie idealistyczna, ale z kilku akcji można się pośmiać od serca. Historia wędrującego stanika zapadła mi w pamięć, oraz końcowe przyjęcie, na którym dwie damy z Południa nieco się poszarpały za fryzury, bo w końcu miały okazję sobie wyjaśnić kilka spraw. Uważam, że to zdrowo i powinno się tak rozwiązywać konflikty, zanim się nawarstwią i wyrwą spod kontroli. Za kudły, do parteru, twarzą w pasztet, później buzi na zgodę i jedziemy dalej. Prawda?

Na leżak, nad basen i na taras - polecam.

A teraz zamówiłam sobie "Fringe", bo w końcu też nie ma co przesadzać z tą miłością do świata. I koko euro spoko.


PS. EURO mnie tylko i wyłącznie wkurwia, ale na Lotosie mają świetne krzywe okolicznościowe szklanki za punkty. 

PSPS. A "Pan Potwór" też fajny, tak na marginesie.



barbarella 2012-05-04 14:31:00
skomentuj (1)
O TYM, ŻE LENISTWO SIĘ PRZYDAŁO


I tak sobie siedzę na tarasie, jak wielki, tłusty termit, robię nic (dobra - robię na szydełku i czytam nienachalne romanse). A dookoła, ze wszystkich krzaków, WSZYSTKICH, dobiegają mnie odgłosy intensywnego rozmnażania. Serio, pod KAŻDYM krzakiem coś… ekhm… flirtuje. Energicznie i z odgłosami. Normalnie czuję się jak cieć w amerykańskim koledżu. A jeden dziobak siedzi na gałęzi i drze na mnie mordę, gdyż oto zamierza się wprowadzić do dziupli naprzeciwko tarasu, a ja mu PRZESZKADZAM. Krępuje się, jak tak siedzę na tarasie i się na niego patrzę, a przecież ON TU MIESZKA. A przynajmniej za chwilę będzie.

Zawsze mówiłam, że przyroda mnie denerwuje, bo jest taka ROSZCZENIOWA.

Zrobiłam botwinkę i wyszła straszna - jakaś taka szaropomaranczowa. Moja mama ani babcia w życiu nie ugotowały takiego bełta!… Ich botwinki zawsze miały śliczny amarantowy kolor. Miałam ochotę wziąć garnek, na brzegu rzeki usiąść i płakać, czego nie zrobiłam z wrodzonego lenistwa - do jakiejkolwiek rzeki jest ode mnie jednak kawałek (a jeszcze w taki upał  z garnkiem pełnym pomyj!). Po czym ta cholera ostygła i zrobiła się śliczna i różowa.  Nic już nie rozumiem, najwyraźniej moja botwinka ma opóźniony zapłon. Zupełnie jak ja.

A w Santiago 14 stopni i leje, i tak do końca tygodnia. Przynajmniej raz w życiu moje lenistwo okazało się pożyteczne.



barbarella 2012-05-01 17:35:00
skomentuj (6)
O MAŁŻEŃSTWIE


Majówa rozpoczęta.

N. zrobił tatara, przepysznego (tak, wiem - menu w sam raz na upał). Siekanego. Sam osobiście siekał wielkimi nożami od Karlosa. Goście biegali po dokładki do lodowki.

Następnie jedna moja koleżanka oświadczyła (po butelce wina), że nie wierzy w małżeństwo. Mąż oczywiscie siedział obok. W dodatku od kilkunastu lat ten sam. Ale nie, ona nie wierzy. 

A druga koleżanka opiekuje się trudną młodzieżą i wyznała, że nie ma złudzeń co do swojej pracy, po prostu ich liczy na początku dyżuru i stara się, żeby mniej więcej przybliżona liczba wypadła na koniec. 

Tartę zrobiłam, acz z francuzem to lekka porażka. Zrobiło się z niego takie cienkie, tłuste chujwieco i w sumie nawet nie można było tego pokroić, tylko oddzierałam kawałki. Widocznie źle podpiekłam albo coś. Spróbuję z kruchym następnym razem. Ale czerwona cebula i kozi ser BARDZO się lubią. Powinni być małżeństwem!

Czy mam kaca? Pfffff.

 


barbarella 2012-04-29 12:03:25
skomentuj (12)
 

Moje Drogie Nietoperze
Maciej Zembaty - wyrwał wskazówki z zegara z kukułką i świeci po ciemku...

UWIELBIAM. PRZEPADAM.
Artur Andrus - "Czy ktos z Państwa jest pania Cichopek?"
Dziennik Janusza Palikota - jak dobrze, że znowu pisze!

OSOBNA KATEGORIA
Iza Kuna - piekna, mądra, zdolna, walnięta, a teraz ma swojego bloga!

TĘDY PROSZĘ
Lejdis film taki. Krajowy.

KOBIETY POŁĄCZONE ZE MNĄ KOSMOSEM
SoSo Mała pyskata
Haniuta Po prostu KRÓLOWA

SPESZL PRODŻEKT
Lejdis Kobiety w sieci

FAJNE CHŁOPAKI
Change Jedyny rozsądny w tym towarzystwie
Motyl Mowią, że mięsko
Chrabja PATRON
Obly Nadzdolny z pięknym umysłem w technikolorze
KaBeBe Lubi intelektualistki ;)

FAJNE DZIEWCZYNY
Ida - Nagły Atak Skupienia
Dr-Lecter Dziewczynka z pełnymi pokładami optymizmu
Krokodyl Dziewczynka z Krokodylem
Cot Dziewczynka z wartkim piórem
Toffi Dziewczynka z poczuciem humoru
Chuda Dziewczynka i trzech chłopców
Cloudy Dziewczynka z mężem
Pierzynka Dziewczynka z czerwonym winem
Nina Dziewczynka w Kaliforni
Sistermoon Dziewczynka w Irlandii
Zupa Dziewczynka z mieszkaniem
McDalenka Dziewczynka z Aurelką
Cashew Dziewczynka z Orzechami
Pierwsza Dyktuje trendy
Martucha Aniołek Charliego z twarza Dymnej
Hania Mądra dziewczynka
June Dziewczynka z przemyśleniami

MOJA KREW!
Młoda Zebra Kroi małe gryzonie za pieniądze podatnika