O KARMNIKU I PIWIE Z MEWY
Wiecie, że można sobie ściągnąć aplikację na ajfona, imitującą dźwięk suszarki do włosów? Zebra ściągnęła, potrzebowała do usypiania dziecka.
A ja znalazłam w internecie informację o najohydniejszych alkoholach świata: wina ryżowego z mysich noworodków i piwa z mewy.
Przepis na piwo z mewy: złapać mewę, wsadzić do butelki, zalać wodą i czekać, aż sfermentuje. Podobno Eskimosi wpadli na ten patent. Dlaczego piwo z mewy się nie rozpowszechniło w Trójmieście, to nie wiem. Czuję, że chłopaki z Oruni mogliby osiągnąć mistrzostwo w tej dyscyplinie, zawstydziliby Eskimosów.
Czy internet nie jest wspaniały?…
Podoba mi się w Ostrym dyżurze, jak oni się o wszystko zakładają na pieniądze (najczęściej o to, kiedy ktoś się z kim prześpi albo zerwie). A nie podoba mi się, jak zszywają ludzkie flaki zszywaczem. No błagam, jelito zszywaczem?…
Zaczęliśmy dawać ptaszkom musli (jako dodatek do słonecznika i słoniny) i proszę, przychodziły dwa kosy, a dziś już było ich sześć! Tylko, że się kłócą. Kosy przychodzą parami, ale nie chcą gadać jedne z drugimi. Sikorki przylatują całym stadem i są przyjazne, dzwońce też, a kowalik bywa sam i jest łobuzem - przepędza wszystkich. Dzięcioł też przylatuje sam i ma wylane, czy jeszcze ktoś oprócz niego korzysta ze stołówki, byleby mu nie przeszkadzać w konsumpcji słoniny. Jeden mały karmnik i tyle radości. Dzieje się w nim więcej, niż we wszystkich kanałach polskiej telewizji razem wziętych.
W sklepach z butami już wiosna, no to kupiłam sobie szpilki w kolorze "blush", bo co będę tak siedzieć. Ten "nude" mnie nie przekonywał, ale "blush" mi się podoba. Pewnie ich nie założę ani razu, ale to już zupełnie inna historia.
barbarella 2012-02-05 15:30:59
skomentuj (5)
O TYM, ZE SKONCZYŁAM PAWIE
Chyba musze sobie zrobić niezapowiedziany sprawdzian. Wyjmę karteczkę i wypowiem się na temat „Dlaczego
jeszcze się nie wyprowadziłam do Hiszpanii, najlepiej na Kanary, gdzie właśnie bym
szła do sklepu po awokado do porannych kanapek w szortach i klapkach japonkach”.
Z tym, ze chwilowo kompletnie bym oblała, gdyż albowiem NIE ZNAM
ODPOWIEDZI NA TO PYTANIE. W ogóle ŻADEN argument mi nie przychodzi do głowy,
nawet najmniejszy, najsłabszy, słaniający się na nogach.
Kłódka dziś rano zamarzła, nawet się ucieszyłam perspektywą wylegiwania
się na kanapie jak morski słoń, ale nieeeeeeeeee, oczywiście, że mój
operatywny. Dzielny. Niezawodny. Mąz. Dla którego nie istnieją żadne przeszkody
w realizacji celów złapał palnik i ja otworzył. Boże, chciałabym umieć rozwiązywać
swoje problemy palnikiem, jak on.
Bardzo się wzruszyłam informacją, że nasza Noblistka przepadała
za skrzydełkami z KFC.
Pawie skończyłam. Naprawdę potrzebuje psychiatry w miarę
szybko.
barbarella 2012-02-03 10:20:47
skomentuj (25)
O TYM, CO USZKODZIŁO ROSYJSKĄ SONDE KOSMICZNĄ
Jeśli chodzi o to, co uszkodziło rosyjska sondę kosmiczną,
to nie wiem, co to było. I nie ja jedna. Może był to alkohol. Podobno w
kosmosie znajduje się luzem całkiem sporo alkoholu. I oto dążenia człowieka do
zawładnięcia przestrzenią międzygwiezdną zaczynają nabierać sensu.
(Ale ruskiej sondzie by zaszkodził alkohol?... Niemożliwe).
Coś bym nie wiem. Może kupiła. Albo zjadła. Mówiłam, że
słabo mi działają neurony w taki mróz i nie mogę się dointerpretować mojej
piramidy potrzeb.
Czy ktos zna jakiś fajny serwis z horoskopami, gdzie są dobre horoskopy dla Panny? Bo na Gazecie i na Onecie Panny sa dyskryminowane.
barbarella 2012-02-01 13:11:22
skomentuj (12)
O GÓRALU, KTÓREMU CHYBA TROCHĘ ŻAL
Żyję, ale z niespecjalnym entuzjazmem, gdyż mi zamarzł. Maź w stawach też mi zamarzła, więc mało się ruszam.
Czas też mi zamarzł, w każdym razie jakiś krótki się zrobił. Weźmy weekend: wstaję, wypiję herbatę i trzeba wstawić obiad: w jednym garnku dla psa (z marchewką), w drugim dla męża (z grzybami). Dwa odcinki "Ostrego dyżuru" i trzeba nakarmić psa i męża (uwaga: nie pomylić garnków! Bo pies się rozchoruje na nerki). Wstawię talerze i miskę (psa) do zmywarki i jest już noc, a ja nocą śpię (chyba, że w Hiszpanii - tam zazwyczaj nocą się pije).
I normalnie jak ten goral, co to "ale bym godoł, panocku, to bym godoł, gdybym ino miał o cym". I ja mam tak samo!…
barbarella 2012-01-30 14:18:53
skomentuj (18)
O TYM, CO LEŻAŁO NA PODŁODZE W KUCHNI
No to sobie posiedziałam w domu, bardzo miło i ciepło*,
kaszlę, smarczę, oglądam powtórnie „Ostry dyżur” od pierwszego sezonu, zapijam
całość herbatą z miodem i dziergam bieżnik z pawiem. Tak mogę chorować do
wiosny, dorzuciłabym do zestawu parę książek o dżumie w średniowieczu i proszę mnie
zacząć szukać pod koniec kwietnia.
Z „Ostrego dyżuru” można się wiele nauczyć, na przykład
chyba sobie kupię na wkurwy różnego autoramentu taką srebrną tybetańską miskę,
jak dostała Susan, i będę się zamykała w łazience i na niej grała. Z
tybetańskich sposobów na wyciszenie tylko granie na misce jest mi dostępne, bo
przecież na głowie nie stanę ani nogi na szyje nie założę. Przynajmniej
własnej. Ale granie na misce – czemu nie.
Doszłam ostatnio do jakiegoś szalenie interesującego
wniosku, ale już zapomniałam, do jakiego. A to z podłogi w kuchni okazało się
być kawałkiem cebuli.
* - a ciepło, bo piec się wściekł i grzeje jak w ósmym kręgu piekielnym, budzę się z gardłem wysuszonym na rzemień, podłoga w łazience parzy, normalnie chyba ma początki klimakterium i uderzenie gorąca.
barbarella 2012-01-27 12:12:24
skomentuj (17)
O PSIE I ŻYRAFIE
Ponieważ chyba schodzę z tego łez padołu, ta cholera co mnie dopadła nie chce odejść, łeb mi rozrywa, a ja trzeci dzień na coś nadeptuję w kuchni i nie mam siły się schylić i tego pozbierać z podłogi (a jak ja nie pozbieram, to kto? PRZECIEŻ NIE MĄŻ, bo niby dlaczego miałby?), to opowiem jeszcze, jak popsułam Zebrze psa.
Parę dni temu rozglądałam się za jakimś pluszakiem dla Zebrzaka, oczywiście w internecie, bo na żywych ludzi to ja jestem za nerwowa. Ale ponieważ czasy są zdziczałe, ja się nie nadaje na Allegro i wyrzucało mi wyniki typu "Pękata owieczka z otworem miłości, kliknij TAK jeśli masz ukończone 18 lat", to sobie ręce i nogi wyłamywałam, jak ten stół, a zabawek nie przybywało. No i wtedy mnie poratowała Zuzanka, jako osoba od jakiegoś czasu bardzo fachowa. Nie dość, że rzuciła namiary na BAJECZNE sztruksowe pluszaki, to jeszcze zarekomendowała parę zabawek, które są Pani Kierowniczki ulubione i w ogóle warto. Żyrafę między innymi. Gumową taką.
Biorę tę żyrafę na warstat i okazuje się, że w ogóle żyrafa jest must-have, a w dodatku od pięćdziesięciu lat must - have dla każdego niemowlęcia! Posiadając taką żyrafę, dziecko nam się rozwija jak perski dywan albo nie przymierzając wąż strażacki. Ładuję żyrafę do koszyka, a jednocześnie myślę sobie, że ha! Nie miałam żyrafy! I być może brak żyrafy jest odpowiedzialny za wszystkie deficyty mojego późniejszego życia, w które wystartowałam niepełnym bezżyrafowym dzieciństwem. I zastanawiam się, kogo by za to obwinić, i przychodzą mi na myśl:
- Edward Gierek - który pożałował dewiz na żyrafy;
- Dom Towarowy "Smyk";
- niejaka Horszwaldowa - był to ponury sklep w ponurej części Żyrardowa, w ponurym drewniaku, w którym się za mojego dzieciństwa kupowało gadżety od prywatnej inicjatywy; jeśli czegoś nie było u Horszwaldowej, to znaczy, że nie było tego w Polsce; nabywało się tam gumowe diabełki wysuwające język, skaczące pająki na pompkę, małpkę robiącą fikołka na trapezie, przesuwankę 1 - 15 i szesnasty kwadrat pusty, lusterka ze zdjęciem na odwrocie i tym podobne mroczne przedmioty pożądania całego PRL-u. Żyraf Horszwaldowa nie miała.
I oto proszę, wylądowałam bez żyrafy, za to z Aspergerem (choć Zebra twierdzi, że ja nie mam żadnego Aspergera, tylko po prostu jestem psychiczna).
Ale zaraz, bo trochę odjechałam. O psie miało być, więc do tematu psa Zyta wróć.
Naprawiwszy błędy minionych pokoleń, Zebrzak ma kupioną żyrafę, żyrafa przyszła i zaczęla się kołomyja.
- Fuga się modli do pudełka z żyrafą - melduje mi siostra.
- Odkupujesz mi psa - oznajmia mi szwagier.
Okazuje się, że z psem nie ma rozmowy, wszystkie Fugi zabawki poszły w kąt lub zostały naprędce rozprute, liczy się tylko żyrafa. O ile jeszcze była w stanie wybaczyć państwu, że NIE LEŻY W ŁÓŻECZKU, tam gdzie to małe rozdarte, choć bardzo by chciała, to żyrafy odpuścić nie zamierza. Gumowa, z piszczałką - znaczy się, powinna być jej. Zawsze to ONA dostawała gumowe z piszczałką, a teraz nie chcą jej dać!…
Proponuję Zebrze, żeby dała Fudze żyrafę do pożucia, a później się ją wygotuje i da dziecku. Nie za bardzo jej się ten pomysł spodobał, bo mówi, że z obgryzionymi nogami żyrafa może już nie spełniać swojej funkcji dydaktycznej.
W dodatku czeka nas powtórka z rozrywki, kiedy Zebra przyjedzie z całym tym towarem w gości i Szczypawka zobaczy żyrafę. O ile Fuga jest jeszcze w miarę grzeczna, to Szczypawka jest niestety małym zbójem i ja zamierzam mierzyć czas, jakiego będzie potrzebowała, żeby zarąbać Małej żyrafę.
No niestety, jeden pan napisał w książce o małych dzieciach, że do pewnego wieku dla dziecka te same zabawki, co dla psa. Psy jak widać potwierdzają tę teorię.
A ja nie dość, że nie nadaję się do wychowywania dzieci, to zaraz wypluję płuca. O.
barbarella 2012-01-24 18:39:26
skomentuj (43)
WYJASNIONA ZAGADKA SWEDZĄCYCH USZU
No i wszystko jasne: uszy mnie swędziały jako preludium MEGA kataru! Takiego fest, co to najpierw siedzi jak cement w czaszce, a po dwóch dniach się soczyście leje. Jestem na etapie "już każda chusteczka do nosa to papier ścierny" oraz, żeby było całkiem zabawnie, lecą mi łzy z oczu. Tak się wydaje, że człowiek to ho, ho - a to zwykły pęczek miękkich rurek, połączonych ze sobą; jedna się zepsuje, to zaraz się sypie cała reszta.
W związku z powyższym, N. mnie wywlókł do Świnoujścia. Zawsze tam jedziemy, kiedy jestem chora, chyba ani razu nie widziałam Świnoujścia będąc - jak to ślicznie mówi jedna z ciotek N. - "przy zdrowiu" (no może raz, z Hanką, ale za to dostałam bąbli na stopach od zwiedzania fortów w sandałkach). Tak więc niewiele z całej wyprawy pamiętam, oprócz smarkania. A, i hipermegawypasionej willi dla ptaszków, zakupionej u Niemca (jest tak ohydna, że aż fajna, musiałam ją kupić, wszystkie szpaki w okolicy dziesięciu kilometrów zesrają się z wrażenia).
Pomiędzy jednym a drugim wytarciem nosa czytam "Konflikt interesów" Deavera - całkiem niezły, może dlatego, że to jego stara książka.
Kto już był na nowych Muppetach?
barbarella 2012-01-22 18:11:03
skomentuj (18)
O PITAVALACH I GUMIKLYJZACH
Miłym efektem ubocznym "Drwala" są Pitavale. Już zamówiłam trzy. Oraz przy okazji "Oszczędną kuchnię" z 1920 roku - zobaczymy, co wtedy uchodzilo za oszczędność, skoro zazwyczaj w książkach z tego okresu obiad zwykły składał się z sześciu dań, wystawny z dwunastu, a przepis na babkę wielkanocną zaczynał się od "Weź kopę jaj". I czy pani Helena Pedenkowska też zaleca, jak jej kuma Lucyna Ćwierczakiewiczowa, topić żywcem drób w zimnej wodzie, żeby był kruchy.
Świetny serial odkryłam niechcący. "Black Mirror". Tego będą tylko trzy odcinki?… Strasznie szkoda. Pierwszy i drugi odcinek są wstrząsające.
Ale bym zjadła domowe gumiklyjzy…
barbarella 2012-01-19 19:59:59
skomentuj (15)
O MIĘŚNIACH I OWCACH
Pół nocy nie spałam, bo swędziało mnie ucho. W środku, więc OCZYWIŚCIE
miałam schizę pt. „na pewno wszedł mi tam pająk”. I co ja zrobię, jak wydłubię
sobie z ucha kawałek jego NOGI. I od razu stanął mi przed oczami odcinek „Ostrego
dyżuru”, jak doktor Mark wyjmował pacjentowi z ucha żywego korkroacza. Bardzo
fajny odcinek (aczkolwiek moim zdaniem HITEM całego „Ostrego dyżuru” jest
wypowiedź jednej z pielęgniarek „Bezdomny w poczekalni wyrzygał ludzki palec”).
Nie wydobyłam nogi, a ucho swędzi nadal (pewnie wszedł głębiej).
Robię te serwetki jak oszalała i tak się zastanawiam, czy od
szydełka rosną mięśnie. Bo jeśli tak, to jestem na najlepszej drodze dorobienia
się bicepsów na palcach, jakich nie powstydziłaby się Marit Bjoergen. Nie wiem,
czy jest mi to potrzebne do szczęścia. Mięśnie. Czy mięsnie zmieniłyby moje
postrzeganie świata. Chyba nigdy żadnego nie miałam. (Boże!... Jestem myśląca
galaretą. W dodatku nie zawsze myślącą).
Obejrzałam wczoraj „Tost” – bardzo udana ekranizacja
ksiązki, te kolory, ale najlepsza ze wszystkiego chyba muzyka. I Helena oczywiście.
Helena zagrała świetnie, trochę za świetnie. Mrs Potter powinna być odstręczająca,
przynajmniej na tyle odstręczająca, żeby zrozumieć awersję Nigela. Nie jest. Z
taką Mrs Potter to sama bym się chętnie ożeniła – no, ale ja się kocham w
Helenie nawet, kiedy robi pasztety z ludzi, więc może nie jestem do końca
obiektywna.
Nowozelandczycy chcą, żeby wprowadzić nową dyscyplinę
olimpijską- strzyżenie owiec. Ja jestem bardzo za! Nareszcie miałabym jakąś dyscyplinę
sportu, którą bym oglądała – jeśli tylko owce nie mają nic przeciwko,
naturalnie.
Śnieg pada. Dajcie mi cos ostrego.
barbarella 2012-01-18 11:30:44
skomentuj (19)
O CHROBOTKU RENIFEROWYM
No i od rana wszędzie wisi, ze jeden naukowiec fałszował
dane, mające świadczyć o tym, ze czerwone wino jest dobre dla zdrowia.
Ale przecież czerwone wino JEST dobre dla zdrowia. JEST I
KONIEC.
Po co od razu wydawać miliony na granty i wikłać w to naukowców.
A jak ktoś uważa, że czerwone wino nie jest dobre dla jego
zdrowia, to zawsze może mi je oddać. Niech się nie zmusza.
(Głowa mnie ciut boli po wczorajszym. Wracaliśmy przez pól
Polski po ciemku, padał śnieg na przednią szybę, co wyglądało jak w Gwiezdnych
Wojnach, a radio wyło „This is the end… This is the end…” – trochę mnie ciarki przeszły).
Dotarłam do takiego momentu w życiu, że równie dobrze
mogłabym być porostem. Istnieć sobie w jednym miejscu. Chrobotkiem reniferowym,
na przykład. Jakiekolwiek działanie jest tak kompletnie bez sensu, że naprawdę
świetnie rozumiem chwilowo tylko porosty. Już mech mi się wydaje zbyt ekstrawagancki
i w ogóle zbyt aktywny, bezczelny i przebojowy.
Ale czy ktoś widział kiedyś porost z taką wielką, tłustą dupą?...
barbarella 2012-01-17 12:34:28
skomentuj (19)